BAM Rybnik 2017 – relacja z imprezy

dnia

IMG_0194W minioną niedzielę odbyła się druga edycja cyklu Bike Atelier Maraton. Tym razem maraton startował w Rybniku. Na starcie stawiła się praktycznie cała ekipa Taurus30 Cycling Team. Maj tego roku jaki jest – każdy widzi, ostatnimi czasy deszcz tylko momentami przestaje padać i zapowiadała się błotna masakra. Okazało się jednak, że nie taki diabeł straszny. Mimo, że trasa maratonu – praktycznie w całości – prowadzona była drogami leśnymi, to błota było znacznie mniej niż się spodziewałem. Nie oznacza to, że nie było go wcale – zarówno na rowerze jak i na sobie przywiozłem tyle gruntu, że można było skrobać szpachlą. Jednak właśnie w takich okolicznościach wyobrażam sobie przebieg każdego wiosennego wyścigu MTB. Szczególnie, że miasto współorganizujące gdzie leży też każdy widzi… góry to to nie są, dlatego przewyższenie na poziomie 430m przy 61 km długości pętli nikogo nie powinno dziwić, a „wilgotne” warunki były jedyną trudnością panującą na trasie. Jak wspomniałem wcześniej – trasa imprezy przebiegała w większości po okolicznych lasach i poza kilkoma (zapamiętałem dwa) szybkimi singlami i kilkoma krótkimi piaskownicami pozbawiona była jakichkolwiek trudności technicznych. To co mogło komukolwiek utrudniać jazdę – poza błotem oczywiście – to mocno wyboiste sekcje z delikatnym wzniosem skutecznie utrudniające równe pedałowanie… to miejsca, gdzie zawodnicy na rowerach z tylnym zawieszeniem zyskiwali nieprzeciętnie 🙂 Wydaje mi się, że trasa maratonu raczej nie pozwalała się nudzić (a oznakowanie nie pozwalało się zgubić 😉 ), ale żeby były jakieś elementy które zapadły w pamięć? Nie przypominam sobie…

95102e15-82af-42c9-9567-797465b08d3fSubiektywnie, ten maraton poszedł mi dziwnie. Jechało mi się dobrze – nawet start mi poszedł całkiem-całkiem. Wyszły jednak ewidentne braki w taktycznej rozgrywce przy pierwszych zakrętach i przewężeniach przez które jednak zostałem w tyle. Do rozjazdu dystansów wyprzedzanie szło mi dosyć sprawnie. Z przypadkowymi kompanami skakaliśmy od grupy do grupy nadrabiając pozycję. Kiedy dojechałem do części moich „standardowych” rywali, niedługo po pierwszym punkcie kontrolnym, chyba nastąpiło jakieś rozluźnienie… nie wiem czy ogólne – wśród towarzyszy, ale na pewno w mojej głowie (bo nogi przez całą imprezę jechały bez zastrzeżeń). Niby jakoś współpracowaliśmy, ale z perspektywy międzyczasów widać, że tempo było raczej niemrawe. Osobiście nie potrafię powiedzieć czemu nie szarpnąłem, bo patrząc później na cyferki zdecydowanie było z czego jechać. Fakt, przed startem nie skalibrowałem na nowo pomiaru mocy (skleroza nie boli) ale od ostatniego użycia nie nastąpiła żadna zmiana więc różnice w wynikach nie mają najmniejszego powodu być drastyczne, bo nawet pogoda przy ostatnim treningu była podobna. Już w dniu maratonu napisałem, że nie byłem ujechany i czuję niedosyt. Kiedy usiadłem przed komputerem potwierdziło się to w tabelkach – ostatecznie moja średnia moc była niższa odIMG_0196 tej z Dąbrowy Górniczej o (sic!) ~15%. Wdarła się chyba jakaś głupia kalkulacja, za którą sromotnie zostałem pokarany przed samą metą… kiedy na ostrym finiszu wychodziłem konkurentowi z koła i już go prawie miałem wypiąłem się z pedału i wylądowałem w barierkach. Całe szczęście skończyło się jedynie na stłuczonym goleniu i zdartym palcu. Nie przepadam za płaskimi imprezami. Zdecydowanie większą frajdę sprawia mi ściganie się po górach… ale coś za coś – dzięki temu, że to dla mnie taka trochę lokalna impreza to zarówno śniadanie „przed” jak i obiad „po” mogłem zjeść z rodziną 😉 Ostatecznie zająłem 18 miejsce Open i 7 w mojej kategorii wiekowej. Niby fajnie i byłbym zadowolony, gdybym czuł większe zmęczenie w nogach… a tak, to mam wrażenie, że nie dałem z siebie wszystkiego co mogłem i pozostał niedosyt…

MARCIN

foto. Taurus ; Velonews.pl ; Katarzyna Serafin

3 Komentarze Dodaj własny

  1. W sumie to dobrze, że został jakiś niedosyt, trzeba będzie bardziej postarać się następnym razem. Z pewnością dasz radę!

    Polubione przez 1 osoba

    1. cykloviewer pisze:

      Niedosyt czuję zawsze… czasem mniejszy czasem większy, często nieuzasadniony bo faktycznie dałem z siebie wszystko – ale tym razem czuje moralną przegraną, nie tyle z konkurencją, ale z samym sobą – jakbym odpuścił ściganie na trasie :/ Następnym razem po prostu musi(!) być lepiej 😀

      Polubienie

  2. Najważniejsze jest dobre podejście, prawdziwym pasjonatom na pewno zawsze będzie mało i zawsze „mogłem to zrobić lepiej”, ale nie ma co się załamywać. Nie tym, to innym razem. Trzymam kciuki za kolejne sukcesy!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s