Plan na sezon 2017

Mimo warunków panujących za oknem, przeglądając facebooka, można odnieść wrażenie, że sezon w pełni… jedne zawody poganiają drugie 😉 Dla mnie jednak dopiero ten weekend to tak naprawdę pierwszy z planowanym startem. Jestem stuprocentowym amatorem z niewielkim, jak na mój wiek, doświadczeniem wyścigowym i jako takiemu ciężko jest jakkolwiek planować czy zakładać jak pójdą dane zawody z perspektywy zajętego miejsca. Rzadko też zdarza mi się jechać w czubie, przez co raczej nie liczę na zdjęcia z podium. To, że nie zakładam zajęcia takich lokat nie oznacza, że odpuszczam… wręcz przeciwnie. Każdy start jest dla mnie (jak i każdego zawodnika) doskonałym treningiem, na którym zazwyczaj daje z siebie 101%. Dlaczego traktuję to tylko z perspektywy treningu? Ostatnio odkryłem u siebie, że ja po prostu lubię trenować. Po prostu. Lubię ten „rygor”. Lubię kiedy jest konkretne zadanie do wykonania, co jakiś czas wyzwanie narzucane przez trenera, mające na celu zweryfikować postęp. Wyzwanie, które z biegiem czasu i treningów staje się standardem. Wtedy Michał sięga po wyzwanie z wyższej półki. Uświadomiłem to sobie, kiedy zauważyłem, że wyjazd na zawody jest niejako „przykrym obowiązkiem”. Coś, czego właściwie nie lubię. Właśnie z tego powodu zrezygnowałem w tym roku z Bike Maratonu jako całego cyklu – nie mam ochoty jechać 200-300 km w jednym kierunku tylko po to, żeby odbyć najbardziej wartościowy z treningów, a XCO w Orzeszu odpadło, bo nie miałem zamiaru „marnować” całego dnia dla 40-60 minut zawodów… o wiele bardziej wolałem poświęcić ten czas rodzinie i zrobić trening alternatywny.

Pryzmat spędzenia wielu godzin w samochodzie doprowadził do tego, że postawiłem w tym sezonie na dwa mniejsze, niezależne od siebie cykle jednodniowych imprez – Bike Atelier MTB Maraton i DARE2b MTB Maraton. Oba te cykle mam znacznie bliżej domu. Jak napisałem wyżej – nie mam „głodu” cotygodniowego ścigania, ale mam świadomość, że właśnie zawody są najlepszym treningiem, dlatego „wypada się” pościgać. Wracając do oczekiwanych wyników… mimo, że nie mam pojęcia jaki jest poziom na DARE2b, a jednocześnie wiem, że ogólny poziom zawodników na naszych imprezach zdecydowanie się podnosi,  to chciałbym w obu cyklach łapać się na pierwszą dziesiątkę w mojej kategorii – M3. Łatwo nie będzie, bo czasy w czołówce z roku na rok robią się coraz ciaśniejsze. Dlaczego taki wybór zawodów? Bike Atelier zrobił na mnie w zeszłym roku bardzo pozytywne wrażenie organizacyjne – po prostu fajna impreza (minusem niestety jest to, że tylko jedna edycja odbędzie się w górach), natomiast DARE2b to wyścigi stricte górskie, a góry to „to” co właśnie lubię najbardziej. Celem tych wszystkich startów treningowych są dwie imprezy docelowe, z myślą o których szybciej bije mi serce. Typ zawodów, które ja osobiście uważam za esencję wyścigów kolarskich – wyścigi etapowe. Mam to szczęście, że mniej więcej godzinę drogi od domu odbywają się dwie takie imprezy: klasycznie – dla mnie – Beskidy MTB Trophy, na którym ponownie zmierzę się z dystansem MEGA i Gwiazda Południa, w której wystartuję na dystansie dłuższym, czyli PRO.

Beskidy MTB Trophy Grzegorza Golonki to impreza, której chyba nie trzeba nikomu przedstawiać – jeśli jednak ktoś jej nie zna, to zapraszam do zapoznania się z moją relacją. Pure MTB, którego jeden z etapów biegnie przez Klimczok – część mojego miasta. Zawody, które – o ile będę się ścigać na MTB – postaram się zawsze „zaliczyć”. Druga etapówka to zeszłoroczna nowość. Cezary Zamana znany z masowych i niezbyt wymagających technicznie maratonów w centralnej Polsce zorganizował wyścig, którego nie mogłem się w zeszłym roku nachwalić… ale również wyścig z którym mam niejakie „porachunki” (szczegóły tutaj). Na etapówkach typowanie ostatecznych miejsc jest jeszcze trudniejsze. Poza nogą na podjazdach i głową na zjazdach, dochodzi jeszcze jeden element – szczęście. Podczas czterech dni ścigania może wydarzyć się wszystko – posłuszeństwa może odmówić sprzęt, nogi, głowa albo… zdrowie 😦 nie ukrywam, że ostatecznie chciałbym znaleźć się w dziesiątce najlepszych zawodników w klasyfikacji OPEN i TOP5 w mojej kategorii wiekowej na każdej z etapówek.

Taki jest plan… a co pokaże życie – zobaczymy 🙂

MARCIN

PS. Przenośnie i negatywne emocje jakie pojawiały się powyżej mogą dać do zrozumienia, że część tego wszystkiego robię za karę albo ktoś/coś mnie do tego zmusza… nie! Zdecydowanie nie. Mimo, że nie rozpływam się w zachwycie nad myślą, że jadę na kolejny wyścig, nie oznacza, że tego nie lubię. Ja to uwielbiam, ale po prostu zmieniłem do tego podejście, straciłem serce do godzin marnowanych na dojazdy :/

4 Komentarze Dodaj własny

  1. Arek pisze:

    Masz rację. Po co siedzieć w samochodzie, jak można w siodełku🤔.

    Polubione przez 1 osoba

    1. cykloviewer pisze:

      Takie problemy maja chyba tylko mieszkańcy Śląska… wydaje mi się, że wszędzie indziej imprez lokalnych jest „od groma” 😉

      Polubione przez 1 osoba

  2. I jak tam udało się osiągnąć 101% założonych planów. U mnie planowanie zdecydowanie się nie sprawdziło. Wolę spontan, no może 1-2 punkty do zrealizowania, do którym potrzeba głębszych przygotowań. Nie chcę, żeby jakieś ramy mnie ograniczały, albo potem sobie wypominać, że poszło nie tak jak było założone.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s