Gwiazda Południa 2016 – relacja

dnia

Dawno nie pisałem, ale Cezary Zamana upichcił taką imprezę, że nie mogłem się powstrzymać…


gwiazgda_południa_2016_01.jpgOstatniej niedzieli zakończyła się pierwsza przygoda Cezarego Zamany z prawdziwym górskim ściganiem na rowerach MTB. Zanim impreza wystartowała, znajomi z Warszawy ostrzegali mnie, że ja – człowiek gór – nie wiem na co się piszę startując w imprezie organizowanej przez ekipę Mazowii, że po co mi jazda po szutrach, że tylko zmarnuję czas i siły. Mówili, że będzie łatwo, szybko i nudno. Nic bardziej mylnego… Nie bez powodu Gwiazda Południa będzie gwiazgda_południa_2016_02.jpgprzeze mnie porównywana do MTB Trophy – obie imprezy odbywają się w Beskidach, do startu na obie mam ok. godziny drogi z domu – więc spać mogę we własnym łóżku i obie, w tym roku, odbyły się w podobnym czasie. Cezary Zamana podszedł do swojej górskiej etapówki zupełnie bez kompleksów. Na dzień dobry otrzymaliśmy etap którego celem było rozstawienie sektorów – jazdę indywidualną na czas. 6,6 km z przewyższeniem ok. 400m ze Stryszawy do Beskidzkiego Raju. Niby tylko uphill ale mieszkańcom Mazowsza mógł pokazać co będzie ich czekać w najbliższych dniach – luźne kamienie, strome asfalty i prawie pionowe płyty. Nie przepadam za tak krótkimi podjazdami (ok. 25minut) co ewidentnie odbiło się na moim rezultacie tego dnia – 11 OPEN i 6 MM2. Z niecierpliwością oczekiwałem kolejnego dnia.

gwiazgda_południa_2016_03.jpgDrugi dzień ścigania również miał swój start w Stryszawie. Do przejechania było 52 km i ok. 2000 m przewyższeń. Wiedziałem, że będzie gdzie się zmęczyć.  Mając na względzie to, co mówili koledzy ze stolicy, obawiałem się tylko jednego – asfalt w górę, szuter w dół. Pierwszy podjazd idealnie wpisał się w ten schemat. Szybkie rozprowadzenie i asfaltowa sztajfa świetnie sprawdzająca dyspozycję zawodników. Zacząłem się bać o swoje lokaty. Całe szczęście przyszedł czas na zjazd – krótki, i niezbyt techniczny (w moich kategoriach). Z tego co pamiętam, to trochę gliny, kamieni i wilgotnych korzeni. Udało się skasować paru konkurentów. Nie odtworzę tutaj trasy w krok-po-kroku, bo jej po prostu nie pamiętam, ale najważniejsze zdecydowanie zostało mi w głowie. Po zjeździe techniczny podjazd na którym słabsi zdecydowanie mogli spaść z siodełka – kolejny punkt dla mnie. Dalej był niekończący się szuter o minimalnym nachyleniu. Dobrze, że złapałem kogoś przyzwyczajonego do takich prędkości bo długo bym nie pociągnął 😉 po rozjeździe nastąpił kolejny techniczny zjazd przechodzący w krótką szutrówkę i znowu ze dwie lokaty do przodu. Później było podobnie – ilość szybkich zjazdów była ograniczona do absolutnego minimum, a techniczne podjazdy przeplatały się z szutrowymi i asfaltowymi sztajfami. Esencja kolartstwa górskiego. Po tym dniu już mogłem stwierdzić, że określenia Pure MTB pasuje idealnie! Ten dzień wyszedł mi już znacznie lepiej – 5 open i 4 w mojej kategorii. Po tym dniu zaprezentowane zostały wyniki w kategorii Par w której brałem udział wraz z Rafałem Nogowczkiem z Kreidler Fun Sport MTB Racing Team i jasnym było, że jesteśmy bezkonkurencyjni.

Trzeci dzień w Makowie Podhalańskim gwiazgda_południa_2016_04.jpgprzywitał nas palącym słońcem i wysoką temperaturą. Etap zaczął się ostrą wspinaczką na której już wiedziałem, że miodu nie będzie – mimo, że dzień wcześniej praktycznie nie czułem zmęczenia, dzisiaj beton w nogach był niemiłosierny! Po pierwszym kilometrze byłem zdecydowanie po za dziesiątką open… ale MTB w górach – na moje szczęście – to nie tylko podjazdy. Na pierwszym, krótkim zjeździe, skasowałem trzech konkurentów, na drugim kolejnych dwóch i już byłem na wczorajszej pozycji. Niestety problemy z oznakowanie na trasie spowodowały, że od ok. 12 do 24 kilometra „zabawa” z przeciwnikami z miejsc między 4 a 10 zaczynała się dla mnie od nowa… kilkukrotnie. Ostatecznie spokój ducha i zimna głowa okazały się dla mnie zbawienne. Na jednym ze zjazdów, pośrodku dystansu, mijając Bartka Borowczyk z APS POLSKA COZMOBIKE okazało się że złapał defekt – nie kalkulując wiele, mimo że jest moim bezpośrednim rywalem w kategorii, uznałem że niezbyt fair byłoby zostawić chłopaka w takim miejscu bez pomocy. Oddałem mu własny zapas oraz pompkę i pojechałem dalej. Całe szczęście był to koniec jakichkolwiek przygód. Wpadłem na metę na oparach energii, zajmując ostatecznie czwarte miejsce OPEN i trzecie w kategorii MM2, wskakując na trzecie miejsce w generalce z 16 minutową przewagą nad czwartym zawodnikiem. Jako para z Rafałem zdecydowanie umocniliśmy się na pozycji liderów. Jeśli chodzi o trasę to po raz kolejny zasługuję na wysokie noty dla organizatora, zarówno w górę jak i w dół. Zdecydowanie nie było miękkiej gry. 

gwiazgda_południa_2016_05.jpgW zasadzie tutaj moja przygoda z Gwiazdą Południa się kończy. Bezsenna noc z soboty na niedzielę, przyprawiona gorączką w granicach 40’C to walka z myślami co robić dalej – odpuścić, czy naładować się przeciwbólami i pocisnąć dalej. Gdybym miał na imię Alberto i pochodził z dalekiej Hiszpanii, albo Chris i urodził się w jeszcze odleglejszej Kenii, a grą było dojechanie na Pola Elizejskie, odpowiedz była by prosta. Ja jednak mam na imię Marcin i finiszować miałem w (bez urazy) w Zawoi. Zanim żona zdążyła się obudzić, podjąłem decyzję, że zostaję w domu. Mimo wszystko „to moje ściganie” to tylko hobby i „jakieś” priorytety trzeba mieć – pal licho trzecie miejsce w kategorii i zwycięstwo w parze (choć tego bardziej żałuję, bo w jakiś sposób zawiodłem Rafała). Decyzja okazała się jednak słuszna – gorączka nie była z przemęczenia, a rozwijającej się anginy – ból mięśni trzeciego dnia (przypuszczam) już był oznaką infekcji, którą przypisałem zmęczeniu – tak jak wspominałem, po drugim dniu masaż kompletnie nie wskazywał takiego zmęczenia jakie miało miejsce na starcie w Makowie – a koktajle białkowe w najbliższym czasie muszę zamienić na antybiotyki i środki przeciwgorączkowe. Takie życie…
A wracając do porównania z Beskidy MTB Trophy, dzisiaj mogę powiedzieć, że trasa ustępowała tylko pod jednym względem… brakowało wąskich technicznych odcinków – singli, a tak to (przykro mi ekipo GG), Zamana zaoferował mniej bardzo szybkich znajdów na korzyść szerokich ale technicznych i równie dużo morderczych podjazdów. Malkontenci oczywiście będą narzekać na braki kilometrażu i metrażu w pionie w obu dystansach – ale coś czuję, że w przyszłości to będzie impreza trzech dystansów, a w tym roku brakowało czasu na zrobienie królewskiego 🙂

Marcin

 

Jeden Komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s