Fat bike – czyli miłość od pierwszego wejrzenia

DCIM100GOPROG0048228.Każdy z nas wie, że z tą miłością bywa różnie – czasem wymaga czasu i przyzwyczajenia, a czasem pieprznie Cię w potylicę i nie daje myśleć o niczym innym. Tej pierwszej doświadczyłem w przypadku roweru all-mountain jaki gościł u mnie jakiś czas temu, a tej eksplozywnej miłości od pierwszego przekręcenia korbą doświadczyłem przy Treku Farley z jakim bliżej zapoznałem się ok. dwa tygodnie temu. Pierwszy raz z fatbikem miałem do czynienia wiosną tamtego roku. Wziąłem go na kilkudziesięcio minutowy test, z którego ciężko mi było wyciągnąć jakiekolwiek daleko idące wnioski, bo rejon Istebnej, gdzie organizowane były te testy nie był mi na tyle dobrze znany, żeby mieć punkt odniesienia do standardowych rowerów. Do tego ciężki, mokry śnieg był barierą nie do przeskoczenia w kwestii wyrobienia sobie pełnego obrazu na ten typ jazdy. Mimo wszystko grubas zrobił na mnie wtedy pozytywne wrażenie. Zaintrygował mnie na tyle mocno, że kiedy pojawiła się możliwość sprawdzenia go na własnym – dobrze znanym – podwórku, nie zastanawiałem się długo. Wziąłem go z Trek Bielsko-Biała i czekałem na dobrą okazję żeby pojeździć.

26er is not dead

DCIM100GOPROG0025189.Grubcio jakiego miałem okazję testować to najniższy model Treka – Farley 5, ze sztywnym widelcem, na 26 calowych kołach obutych w 4,7”(!!!) opony. Wyposażony w proste hamulce Sram DB1, korbę Race Face 22/36 i osprzęt Shimano Deore… i wiecie co? W takim rowerze nie potrzeba niczego więcej. Poważnie – niczego, bo założenie, dla mnie, jest proste – to jest rower spacerowy. Rower, który w moim mniemaniu spełnia kryteria rdzennego kolarstwa górskiego. Napęd nie musi strzelać jak kałasznikow, a hamulce wytrzymywać długie i nieprzerwane zjazdy na granicy możliwości. To zabawka do przemierzania nieskalanych stopą (a tym bardziej kołem) części lasów i gór. Mroźną zimą narzędzie przydatne w treningach o każdej intensywności, bo koła toczą się nieporównywalnie ciężej niż klasyczny 29er, co pozwala znacznie zwolnić i nie wychładzać się opływającym mroźnym powietrzem, a jednocześnie dzięki trakcji – pozwoli wjechać tam, gdzie można o tym zapomnieć na klasycznym rowerze urozmaicając i wydłużając trening. Coś na miarę roweru treningowego – rzadko spotyka się przysłowiowe „zimówki” na najnowszych Dura-Ace czy XTRach. 

Sky is the limit (byle nie było powalonych drzew)

DCIM100GOPROG0108382.Grubasa dorwałem, kiedy aura nie była jeszcze stricte zimowa. Fakt – temperatura nie rozpieszczała i wahała się w okolicach minus kilkunastu stopni, ale śnieg występował tylko w okolicach armatek. To właśnie wówczas pierwszy raz doceniłem zaletę trakcji tego roweru. On nie potrzebuje szlaku czy ścieżki. On potrzebuje jedynie wolnej od przeszkód ściółki – bo dla niego szlak i ścieżka jest tam gdzie oczy poniosą. Fakt – prędkość poruszania się po kopnych liściach można porównać do spaceru, ale brodząc do połowy łydki, wątpię że ktoś będzie maszerować szybciej niż ja pojadę (bo o biegu w takich warunkach można zapomnieć). Po prostu Farley jedzie jak czołg. W suchych warunkach nie istnieje pojęcie braku przyczepności. Liście, igliwie, piasek – nie ważne co jest pod kołami – jeśli masz moc w nogach podjedziesz wszystko. Nie ma wymówek, że ślizgnęło się koło. Po prostu coś pięknego. To właśnie dzięki temu byłem w stanie zrobić długi trening przy -14°C, bo niskie prędkości uzyskiwane w ściółce i w lekko pofałdowanym lesie pozwalały utrzymać komfort cieplny. Na zjeździe zaś ciśnienie poniżej 1 bar robi robotę. Opona po prostu przykleja się do korzeni i kamieni, pozwalając znaleźć trakcję wszędzie – bez zbędnego myślenia nad torem jazdy. Uważam że to „narzędzie” o wiele skuteczniejsze, do obycia się z trudnymi technicznie trasami, niż rower enduro – oczywiście przy umiarkowanych prędkościach, bo duży balon nie rekompensuje (w pełni) braku zjazdowego zawieszenia. 

Fat Bike czyli efekt 3d w kolarstwie.

DCIM100GOPROG0058272.W tym wypadku 3D oznacza – jazdę na szerszym dzięki czemu wyjedziesz wyżej i głębiej zapuścisz się w las 😉 Druga część testów odbyła się już w typowo zimowych warunkach. Kilka dni opadów śniegu zrobiło swoje i szlaki mocno się zabieliły. Mogę szczerze przyznać, że to druga sytuacja w której facik uratował mi trening – kiedy w nocy napada kilkanaście centymetrów, można zapomnieć o jeździe po szosie, a na góralu ograniczasz się do głównych wydeptanych szlaków. A ja nawet nie mam obecnie górala bo fachowcy w Shimano coś spaprali w moim „brand new” zacisku hamulca i Superfly wisi w serwisie. A wracając do grubcia  –  przypadku 4,7” opon, granica podjezdności zimowych szlaków jest mocno przesunięta. Nie twierdzę tutaj, że grubasem zimą wjedziesz wszędzie i w każdych warunkach śniegowych – nie, tak nie jest, ale gwarantuję że wjedziesz wyżej i łatwiej niż każdym innym rowerem, a zjedziesz szybciej i bezpieczniej. I tutaj się na moment zatrzymam – bo zjeżdżać wcale nie trzeba szybciej. Możesz wjechać w puch i pedałować z górki. Wiem że to brzmi śmiesznie, ale jeśli otacza mnie temperatura grubo poniżej zera, to staram się wszędzie odnajdywać możliwości do zagrzania, więc czemu by nie pedałować z górki 😀 ? Na klasycznym rowerze taka sztuka jest trudna technicznie – łatwo o wywrotkę, a dla facika to bułka z masłem. I w takich warunkach wybrałem się na bielskiego Twistera. Muszę przyznać, że tego dnia dał mi o wiele więcej przyjemności niż w wersji letniej (czy jesiennej). Poziom funu jaki zaznałem lecąc kolejny zakręt „bokiem”, doprowadzał do tego, że banan nie schodził mi z ust. Musiałem zapomnieć tylko o jednym – przednim hamulcu, bo nawet trakcja fata przy naciśnięciu lewej klamki doprowadzała do uślizgu przedniego koła. Tak dobrze dawno się nie bawiłem.

Reasumując…

DCIM101GOPROG0020012.

…grubas to rower dla miłośnika kolarstwa górskiego – dla pasjonaty czerpiącego przyjemność z samego przemierzania szlaków (i nie tylko szlaków). Pewnie, że są organizowane jakieś tam wyścigi, ale dla mnie ściganie się fatem to jak ściganie się traktorem. Można – ale po co? Bo facik to taki właśnie wół roboczy. Koń pociągowy – nie powiezie Cię najszybciej jak to możliwe, ale dowiezie Cię tam gdzie (ten leżący po drugiej stronie bieguna od konia pociągowego) koń wyścigowy – połamie sobie nogi. Rower który dla mnie idealnie spełnia wymagania roweru enduro. Ale nie dzisiejszego enduro – tego, z którym zgodzić się nie mogę. Tego rdzennego enduro – pure MTB, w którym fat to świetna zabawka, ale i przydatne narzędzie. I wiecie co? Tak mnie wzięło na to fatbikeowanie, że wczoraj po treningu odebrałem mojego własnego, nowiutkiego Treka Farley 5 z Trek Bielsko-Biała – czego i Wam życzę 🙂 Weekend zapowiada się gruuubo!

MARCIN

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s