Lance Armstrong – bujda na kołach

530714Wczoraj pierwszy raz w życiu oglądałem kolarstwo na srebrnym ekranie. Zaszczyt ten mnie kopnął przy okazji  premiery filmu „Strategia mistrza”. Filmu mocno przeciętnego – żeby nie powiedzieć słabego, ale dającego pretekst do ponownego podjęcia tematu Lance Armstronga.  Kiedy wrzuciłem zdjęcie biletu i kawy oczekując na seans, z pytaniem co Wy myślicie o największym oszuście Le Tour, liczyłem się, że mogą posypać się epitety… i zawiodłem się. Wpisy które się pojawiły w większości stanowiły obronę Amerykanina – wręcz nazywaliście go mistrzem. Co więcej, dzisiaj przeglądając jeden z bardziej rozpoznawanych blogów kolarskich, zauważyłem, że bloger zorganizował ostatnio konkurs w którym uczestnicy (pisząc w skrócie) mieli określić czy lubią Armstronga i dlaczego darzą go sympatią/antypatią. Dwie nagrodzone opinie były przychylne Lanceowi, trzecia – przeciwnie, ale nawet ona nie poruszała fundamentalnej dla mnie zasady jaką powinien charakteryzować się mistrz, a mianowicie…

…fair play. Lance Armstrong jest typem człowieka, który dąży do swojego celu po trupach. Nie mam tutaj na myśli dopingu – bo przecież wówczas wszyscy brali. Choć jak słyszę, że: „wszyscy coś robią to ja też mogę”, przypomina mi się podstawówka i reprymendy na ten temat od rodziców. Cóż, Lance wychował się praktycznie bez rodziców – ponoć matka była zdecydowanie bardziej jego koleżanką, aniżeli mentorką, więc może dlatego tak łatwo działał na niego swoisty efekt owczego pędu. OK – wszyscy brali więc był mistrzem ery dopowania, tak? Otóż nie! Mistrzem mógłby być, gdyby grał 921002fair. Gdyby w tych nieczystych czasach grał czysto – bo przecież (podobno) nawet mafia ma swój kodeks. Ale Lance był wyzuty z jakichkolwiek zasad. Kreował ludzi, według własnych potrzeb – potrzeb skrupulatnie zaplanowanych i przekalkulowanych, a kiedy przestawali być potrzebni lub stawali się niewygodni – odsuwał, bądź niszczył. O ile odsunięcie jest względnie do przyjęcia – to, to jak niszczył kariery i psychiki ludzi którzy stawali mu na drodze jest absolutnie nie do przyjęcia. Wrócę jeszcze na moment do wychwalania Armstronga za dopingowe zwycięstwa w czasach kiedy wszyscy brali, „bo w kolarstwie liczy się charakter i talent”. Tak – charakter liczy się, jeśli pozostaje w ramach czystej sportowej rywalizacji, a jak już wspomniałem Amerykanin miał z tym problem, to talent jest ostatnią deską ratunku – bo czym on jest? Darem od Boga? Litości…

8140729

Lance bez wątpienia był mistrzem – dopingowego dążenia do kolarskich sukcesów bez względu na poniesione ofiary i… mistrzem kłamstwa. Jedno i drugie opanował (prawie) do perfekcji, przez lata praktyki i tyko w takich kategoriach można go tytułować mistrzem. Całe szczęście sportowe dokonania zostały wykreślone. Lekko mi taka ocena przychodzi bo nigdy typa nie lubiłem. Nawet jak wszyscy się zachwycali jego wielkim powrotem – choć szanowałem jako sportowca. Alę muszę przyznać – „jaj” skurczybykowi nie brakowało nigdy 😉
6456668PS. Niestety do tego wszystkiego dochodzi fakt istnienia LiveStrong – cóż, trzeba się pogodzić, że tego „v” tam być nie powinno i znaleźć sobie jakiegoś innego idola, który będzie dla nas motorem napędowym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s