Rowerowe wakacje z nie rowerową rodziną… część 1

Faktologia

Wiele czasu minęło zanim sobie poukładałem w głowie to wszystko co objeździłem. Może nie było tego wiele jak na 11 dni spędzonych we Włoszech, ale zawsze coś: przełęcze Stelvio, Gavia, Mortirolo oraz jezioro Garda. Tym wpisem podzielę się z Wami odczuciami jakie miałem wjeżdżając na Passo dello Stelvio oraz tym jak widzę to DCIM102GOPROGOPR6786.miejsce z perspektywy czasu i innych miejsc. Przełęcz Stelvio, jak mówi Wikipedia, jest najwyższą przejezdną przełęczą we Włoskich Alpach Wschodnich. Jej wysokość to 2757 m n.p.m. Wjechać na nią można od dwóch stron – miejscowości Bormio (podjazd od południowego zachodu, na zdjęciu) oraz miejscowości Stelvio (podjazd od północnego wschodu). Wydaje mi się, że ten drugi podjazd jest bardziej znany i charakterystyczny. Znany bo przewyższenie tego podjazdu to bagatela 1800 m (średnie nachylenie 7,4% na 24,3 km) i charakterystyczny bo trasa od tej strony ma 48 ponumerowanych nawrotów, pięknie rysujących się na zboczach.

Let the fun begin !!!

Moja baza noclegowa w miejscowości Solda okazała się DCIM102GOPROG0336565.piękna, ale lekko chybiona z perspektywy kolarza – jednak o tym później. Solda nie znajduje się bezpośrednio pod przełęczą Stelvio, więc żeby „zaliczyć” wspomniane wcześniej 24 km musiałem sporo zjechać. Miało to też swoją dobrą stronę – na rozgrzewkę można wziąć na „warsztat” swoje nerwy… dlaczego? Na zjeździe z Soldy jest ścianka na której – tak myślę – można bezproblemowo osiągnąć jakieś 100-110km/h. Myślę – bo mój instynkt samozachowawczy odciął przyrost prędkości przy 90,3 km/h, a prostki w dół było DCIM101GOPROG0296374.jeszcze sporo. Kiedy już schłodziłem głowę na zjazdach, zacząłem podjazd. Na zjazdach (w liczbie mnogiej), bo żeby zrobić klasyczne 24 km, musiałem zjechać jeszcze niżej niż pierwsza krzyżówka w kierunku Soldy. Dzięki temu wiedziałem, że nie będzie dzisiaj lekko. Nie mam co się łudzić – to nie Beskidy. W mojej szosie napęd to kompakt górski w wersji dla mięczaków – korba 34-50T, kaseta 11-28T. Okoliczne podjazdy, typu Salmopol, Równica, Kocierz itp. nie wymagają ode mnie korzystania z małej tarczy z przodu. W Alpach okazało się być podobnie – tamtejsze podjazdy nie wymagały ode mnie korzystania z dużej tarczy z przodu 😀 taka subtelna różnica 😉

Legendarne 48 nawrotów 

DCIM101GOPROG0306393.

Początkowo jedzie się prostą drogą. Bajeczną drogą w wąwozie między górami. Okoliczności przyrody i lokalna zabudowa robią swoje – można dostać skrętu karku. Mnie głowa chodziła na lewo i prawo. Jest po prostu pięknie. W sumie nie wiem dlaczego nie mam zdjęć z początku wspinaczki – chyba z powodu adrenaliny jaka we mnie buzowała kompletnie zapomniałem o kamerze w kieszeni. Tłumacząc – na rower wsiadłem po 14 godzinach nocnej jazdy do Włoch. Bez snu, bez odpoczynku – z marszu,  o słabym śniadaniu (włoska bułka z dżemem). Ale  wtedy to nie było ważne. Ruszyłem na podbój przełęczy. Po przejechaniu 10 km, gdy pojawia się pierwsza

DCIM101GOPROG0316429.

tabliczka z numerkiem 48, a po parudziesięciu metrach 47, człowiek sobie myśli: „Nareszcie! Zaczynamy! Dotknąłem legendy! Uczestniczę w niej!” W tym momencie – przypominam, po 10 km podjazdu, czyli w beskidzkich warunkach w zasadzie mógłbym szykować się na zjazd – czułem się co najwyżej dobrze rozgrzany… 😀  Coś niesamowitego! ALE! Żeby nie było tak pięknie – jest mały zawód. Widok wszystkich patelni które są przed nami nie towarzyszy nam przez cały czas 😦 Jak na dłoni, to co nas czeka, widać dopiero od prostej za zakrętem z numerem 25. To co czułem, kiedy wjechałem na finałowy odcinek mogę porównać tylko z jednym rodzajem uniesienia 😀 ale to na rowerze trwa znacznie dłużej, bo jakieś 7 km i 700 m w pionie 😀 Przed oczami maluje się widok odDCIM101GOPROG0255850. którego nie można oderwać wzroku. Widok, który zagina czasoprzestrzeń. Od tego momentu czas, paradoksalnie, wcale nie zwalnia… on niestety przyspiesza 😦 Nie myślcie sobie, że podjazd do tabliczki z numerem 25 się wlókł… nieeeee to było  niesamowite – 14  km pod górę z ok. 1100 m przewyższenia, a nogi i głowa czuła się jak bym dopiero zaczynał. Jednakże to co się dzieje po nawrocie 25 to jakiś kosmos… coś paranormalnego. W garminie wszystko wygląda normalnie – jadę przewidywalnym dla mnie tempem, ale to co dzieje się w głowie jest niesamowite. Tabliczki zmniejszają swoją wartość w zastraszającym tempie i kiedy zobaczyłem tabliczkę z nr 1 i wjechałem na ostatnią prostą czułem… kolejny zawód. Ale jak to? To już? Koniec? I nie ma dalej? 😦

A na przełęczy…

…a na przełęczy zaczynam miotać się jak dziecko DCIM100GOPROG0165380.w lunaparku. Chłonę widok. Napawam się okolicznościami przyrody i podziwiam malujący się przede mną pejzaż. Spoglądam na drogę, którą jeszcze przed momentem jechałem i wiecie co? Wyglądała dokładnie tak jak ją sobie wyobrażałem… czy masz tak czasami, że jak coś widzisz na zdjęciu i później jesteś „tam” to czujesz albo niesmak albopodziw, bo to co zobaczyłeś na fotce różni się, w jakimś kierunku – dobrym lub złym, nieważne – od tego co widzisz? Na Stelvio tak nie jest! Widok na 48 serpentyn wygląda dokładnie tak jak na zdjęciach. Jest zapierający! Jest piękny! Robię jedno, drugie, trzecie, piąte i dziesiąte zdjęcie. Patrzę, podziwiam i uśmiecham się pod nosem. Ludzie proszą, żeby zrobić im zdjęcie – nie ma problemu, robię za każdym razem z 10, żeby im nie zepsuć pamiątki poruszoną fotką. Sam bym nie chciał, żeby ktoś mi spaprał zdjęcie, więc przykładam się podwójnie, żeby na mnie DCIM102GOPROGOPR6586.nie psioczyli. Cieszę się jak szczeniak, bo spełniłem jedno z moich kolarskich marzeń. Siadam, piję kawę… zaczynam się rozglądać. Euforia z czasem opada, a ja dostrzegam to co jest na szczycie. W tym momencie dopada mnie z siłą młota udarowego największy zawód – festyn. Gubałówka we włoskim wydaniu. Kubki, pocztówki, kieliszki, koszulki kolarskie i całe to „odpustowe” badziewie z napisem „Stelvio”. Fakt – kupiłem sobie kubek (jako substytut filiżanki do esspresso, bo takowej nie znalazłem SIC!). W każdym razie jest festyniarsko. Może komuś to się podoba – mnie nie. Niestety… ten podjazd przecież nie jest legendarny tylko dla mnie. Nie jest legendarny tylko dla kolarzy. Ilość motocyklistów mogłaby zawstydzić niejeden zlot jednośladów… podobnie ilość kabrioletów. Trudno – coś kosztem czegoś. W zamian otrzymujemy zadbaną i utrzymaną drogę. W takim miejscu trzeba się liczyć z komercyjnym smrodkiem. Ale esspresso wypiłem dobre 😀 

Czas na zjazd

Jeśli myślisz, że zjazd zaliczysz odwrotnie DCIM101GOPROG0286230.proporcjonalnie szybko, do tego jak wolno wjeżdżałeś – to się mylisz 😉 Nawroty już podjeżdżając wydawały się ciasne, ale jadąc w drugim kierunku stają się jeszcze ciaśniejsze. Nie do pokonania na pełnej prędkości. Nie do pokonania nawet połową lub ćwierć pełnej prędkości  😀 Nie uważam, żebym był techniczną „nogą” na zjazdach. Wydaje mi się wręcz, że gdybym startował na szosie, to podobnie jak w MTB, zjazdy byłyby moją mocniejsza stroną. Tutaj naprawdę trzeba zwolnić na każdym z nawrotów. Rozumiem ludzi którzy, kiedy byłem na Stelvio samochodem z rodzinką, prosili mnie, żebym ich zwiózł na dół bo boją się o swoje karbo-stożki 😉 jak to gdzieś przeczytałem, koła lub klocki hamulcowe mogą naprawdę zajarać się tymi zjazdami  😀 Fajne jest to, że można się pobawić i pościgać. Nie tylko z innymi rowerzystami, ale z motocyklami i samochodami również. Jest fajnie. A kiedy kończą się patelnie jest jeszcze fajniej… można naprawdę mocno się rozpędzić i przełamać własne bariery.

Dla większości to koniec…

DCIM102GOPROG0326536.…ale dla mnie nie! Kiedy dojechałem do „mojego” skrzyżowania, dotarło do mnie coś przerażającego! Dla mnie to nie koniec podjazdów. Mnie jeszcze czeka 7 km podjazdu z 500 m przewyższenia, czyli średnio ok. 7%, ale miejscami jakieś milion! Szczególnie tam gdzie rozpędziłem się do 90km/h. Powiecie, że to niewiele, ale ja byłem od jakiś 34 godzin bez snu, o słabym śniadaniu i kawie. Mając w nogach Stelvio – mimo kipiącej we mnie adrenaliny, ta przełęcz, zrobiła na moich nogach wrażenie 😉  I właśnie dlatego Solda to nie jest dobrym pomysłem na nocowanie w okolicach Stelvio. Druga strona przełęczy (Bormio) to znacznie lepszy pomysł… ale o tym to kiedy indziej 😉

MARCIN

Jeden Komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s