Dlaczego fajnie być w formie…?

dnia

W zeszłym roku w styczniu moje życie się zmieniło. Nie diametralnie, ale jednak. Popatrzyłem w lustro i… co to jest za gość(!?) przecież to nie ja(!) – ulane nogi, opona w talii, pyzata twarz. „Cholera” pomyślałem sobie – „ja tak źle jeszcze nigdy nie wyglądałem”. Liczby były takie – 173 cm, 86 kg i 92 cm w pasie. Nie jeden powie „katastrofy nie było”… dla mnie była. Zaczęła się dieta i regularne treningi. „Regularne”, bo nawet gdy nie dopisywała pogoda robiłem coś co pasowało do danego okresu (nawet zacząłem biegać, choć wyznawałem zasadę że skoro biegnę to znaczy, że ktoś mnie goni więc Ty też lepiej uciekaj) oraz  „treningi” bo oparte o książkowy schemat, ale też bez przesady – jak miałem ochotę jechać w góry, to tak robiłem, choć trener pewni by kazał zrobić 5 godzin szybkości metodą ciągłą 😉 No i wspomniana dieta… czyli w zasadzie ograniczenie wieczornego napychania się śmieciami.

3320681_orig
Spodnie po utracie 16 kg

Z tego wszystkiego okazało się, że noga przyszła sama – przy okazji, jako efekt uboczny. Kiedy w rzepaku (Zdzieszowicach) przyjechałem na metę maratonu i policzyłem czas, sam nie wierzyłem – ja w pierwszym sektorze!? Dla niektórych to żaden wyczyn – ale pamiętajcie, ja wówczas byłem po jednej-jedynej przepracowanej kondycyjnie zimie (i to też nie do końca, bo dwukrotnie, zimą roku 2014, byłem chory, więc treningi mi odpadły).

2258629_orig
BikeMaraton 2014
Wracając jednak do tematu. Ja nie o wynikach chciałem… nie o maratonach czy innych zawodach. To nie dla cyferek fajnie być w formie. Mając najlepszą nogę w życiu odkryłem, że mogę pojechać dalej i zobaczyć więcej – nie naginając się. A naginając się, mogę zobaczyć to, co do tej pory mogłem zobaczyć jedynie jadąc samochodem – i to też nie do końca, bo rowerem zawsze jeżdżę drogami bocznymi o mniejszym natężeniu ruchu, a co za tym idzie, bardziej kameralnymi i przyjemniejszymi dla oka. To co do tej pory było całodziennym wyczynem planowanym z wyprzedzeniem (np. pętla beskidzka), stało się normalnym niedzielnym treningiem/wycieczką z której wyciągałem więcej przyjemności obcowania z krajobrazem niż do tej pory, bo nigdzie nie musiałem się szarpać ponad siły. Tripem robionym dla przyjemności bez martwienia się o bombę gdzieś w trakcie. To właśnie zeszły rok był dla mnie rekordowym pod względem i odległości pojedynczej wycieczki jak i przewyższeń – 160km i ponad 2600 w pionie. Liczby które nic nie mówią, ale to za nimi czają się praktycznie wszystkie okoliczne przełęcze i szczyty (Przegibek, Kocierz, Salmopol, Kubalonka czy Równica).
4591568_orig
Równica z widokiem na Ustroń

MARCIN

Jeden Komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s